Prowiant na wycieczkę w góry – co zabrać?

, 16 czerwca 2016

Mamy dla Was kolejną część poradnika dla początkujących turystów! Pisaliśmy ostatnio o tym, jak się ubrać w góry, a dziś poruszymy nie mniej ważny temat – co jeść w trakcie wycieczki! W końcu nie od dziś wiadomo, że pełny żołądek jest bardzo ważny dla dobrego samopoczucia 🙂 Zapraszam Was więc na mój subiektywny przegląd najlepszych przekąsek na krótkie wycieczki, które najchętniej zabieram ze sobą na wędrówkę!

Na początek jeszcze słowo wyjaśnienia – są to pomysły na przekąski i niewielkie posiłki, które warto ze sobą zabrać na wycieczki nie dłuższe niż jeden dzień. Temat prowiantu na dłuższe wycieczki, zwłaszcza z noclegiem pod namiotem, z daleka od cywilizacji to całkiem inny temat, który też pewnie poruszymy w przyszłości.

Kanapki

Tak, tak – dobrze czytacie! Kanapki to świetna sprawa na gotowy posiłek w trakcie chodzenia po górach! Przygotowuję je zawsze rano, komponując najczęściej z pełnoziarnistych bułek, masła, żółtego sera i warzyw. Tak przygotowana kanapka spokojnie może przetrwać w plecaku nawet kilka godzin w gorące, letnie dni i nie powinna się popsuć – ewentualnie zdarza się, że ser się roztopi 😉 W chłodniejsze dni dodaję jeszcze plaster wędliny, ale latem wolę nie ryzykować, że w cieple może stać się z nią coś niedobrego. Super sprawdzają się też kanapki z białym serem, pomidorem i szczypiorkiem. Polecam nie używać dodatkowo soli – zwiększa ona pragnienie, a także powoduje wyciąganie wilgoci z warzyw, co może nieciekawie rozmiękczać pieczywo. A tak naprawdę warzywa bez soli są dużo smaczniejsze!

Można oczywiście robić kanapki „na trasie”, ale dla mnie wygodniej jest poświęcić dodatkowe 10-15 minut rano, przed wyjściem i mieć już w ciągu dnia gotową do zjedzenia bułkę.

Kabanosy

To opcja dla osób jedzących mięso. Warto oczywiście szukać w sklepie kabanosów, które mają dużą proporcję mięsa w stosunku do gotowego produktu i jak najmniejszą ilość dodatków. W połączeniu z kanapkami mogą bez problemu zastąpić obiad na szlaku. Ciekawą alternatywą jest też na przykład suszona wołowina (beef jerky), ale zazwyczaj dość kosztowną niestety.

Batony i inne słodycze

To chyba najpopularniejsze przekąski wybierane na wędrówki 🙂 Zwłaszcza czekolada, której tabliczka jest wręcz przysłowiowym elementem górskiego ekwipunku. I faktycznie warto zabrać ze sobą czekoladę lub kilka batoników, ale jeśli wędrujemy dłużej niż parę godzin, to nie warto opierać na nich całej wycieczkowej diety. Po pierwsze ja nie wytrzymuje aż takiej ilości słodyczy, a po drugie dość szybko po słodkim posiłku znów czuję głód.

Gorące kubki i „chińskie” zupki

Jeżeli chodzicie po trasach, na których napotykacie schroniska, to możecie wziąć do plecaka gorące kubki, chińskie zupki czy inne dania instant – w praktycznie każdym schronisku bez problemu dostaniecie wrzątek potrzebny do ich zalania. Można też zabrać ze sobą palnik, ale to na krótkich wycieczkach chyba trochę przerost formy nad treścią i nie ma sensu dźwigać dodatkowego sprzętu 🙂 Osobiście raczej nie korzystam z tego typu rozwiązań, jedynie czasem z ziemniaczanego purre w kubku wczesną wiosną czy jesienią. Minus tego typu dań, których nie kupuje się w pojemnikach, z których można je bezpośrednio spożyć, jest taki, że musimy ze sobą dodatkowo zabierać miskę czy kubek, w których można je przygotować, co oznacza dodatkowy, tak naprawdę niepotrzebny, bagaż i konieczność zmywania.

Dania liofilizowane

Nie są nowością w świecie profesjonalnej turystyki, ale dopiero od niedawna upowszechniają się wśród „zwykłych” turystów. Ma na to na pewno wpływ coraz większa ich dostępność oraz fakt, że żywność liofilizowana dla wielu z nas nie jest już bardzo kosztownym wybrykiem. Koszt jednego, pysznego dania liofilizowanego jest podobny do tego ile zapłacimy za posiłek w schronisku, a czasem nawet mniejszy od niego, a najemy się tak samo lub nawet bardziej – zależy to oczywiscie od schroniska, do którego byśmy chcieli porównywać. Jeśli ciekawi Cię temat liofilizatów, to sprawdź nasz test posiłków od Lyofood, które gorąco polecamy, bo są naprawdę bardzo smaczne, nie ustępujące praktycznie domowej kuchni! do ich przygotowania wystarczy również sam wrzątek, a większość z nich możesz przygotować i zjeść bezpośrednio z opakowania.

Liofilizowany gulasz z ziemniaczkami

Liofilizowany gulasz z ziemniaczkami

Owoce i orzechy

Po prostu uwielbiam zjeść na szlaku banana, to wręcz tradycja! 🙂 Poza tym jest to naprawdę pożywna przekąska, która z powodzeniem zastąpi batonik. Co jeszcze można zabrać ze sobą do plecaka? Oczywiście jabłka, gruszki, mandarynki, brzoskwinie, morele ale też na przykład truskawki, winogrona, borówki choć warto uważać by nie zgnieść ich w trakcie noszenia. Osobiście nie biorę na przykład pomarańczy, bo obranie ich to dodatkowa zabawa ze scyzorykiem, ale jeśli lubicie to nie ma powodów by ich nie zabierać 🙂

Świetnie też sprawdzają się orzechy lub mieszanki orzechów i bakalii. Zwróćcie tylko uwagę w składzie czy nie są solone.

Napoje

Tutaj jest tak naprawdę tylko jeden słuszny wybór – woda! Zwykła czysta woda! Uważajcie na wszelkie wody smakowe, ponieważ zawierają bardzo dużo cukru lub syropu glukozowo-fruktozowego i jeżeli sama woda Wam nie pasuje, to jeszcze przed wyjściem dodajcie do niej trochę wyciśniętej cytryny lub pomarańczy i osłódźcie miodem. A jeżeli dodacie do takiego napoju dosłownie odrobinę soli, to uzyskacie naturalny napój izotoniczny.

Jeśli już o napojach izotonicznych mowa, to co z nimi? Warto je brać? I tak, i nie – ponieważ w trakcie krótkich, kilku godzinych wędrówek nie będą nam potrzebne, choć też nie zaszkodzą. Używa się ich jednak raczej w sporcie wyczynowym, gdzie trzeba uzupełniać utracone z potem elektrolity. Dużo też zależy od tego o jakim napoju mowa – w sprzedaży są lepsze i gorsze.

Podsumowanie

To chyba na tyle – jeśli o czymś zapomniałem lub nie wspomniałem, to koniecznie dajcie znać w komentarzach!

I pamiętajcie o jednym – wszelkie śmieci, również te „naturalne” jak skórki od owoców czy pestki zabieramy ze sobą lub ewentualnie wyrzucamy do kosz. Lepiej jednak, jeśli schodzimy do miasta, zabrać wszystko i wyrzucić już tam – kosze mogą kusić dzikie zwierzęta do sprawdzania ich zawartości, a poza tym ktoś będzie musiał to później zwieźć, co mimo wszystko również wpływa na środowisko.

Dlatego miejcie zawsze ze sobą zawsze worek na śmieci, by nie pobrudziły Wam plecaka, a może przydać się też by zabrać śmieci pozostawione przez turystów nie tak jak Wy – dobrze wychowanych i kulturalnych 🙂

The following two tabs change content below.

Mateusz Konieczny

Uwielbia podróżować – zwłaszcza na Bałkany lub Wschód – po to, by zjeść coś, czego jeszcze nie jadł i wypić coś, czego nigdy nie pił. Chyba, że jedzie w góry – wtedy może nie jeść i nie pić, żywi się widokami i powietrzem. Z wykształcenia etnolog, co z pewnością mocno wpłynęło na jego sposób postrzegania spotykanych w drodze osób i kultur.
Do internetu wdzwaniał się już w roku 2000, a w 2001 założył pierwszego bloga.

Comments

  1. Szpejara napisał(a):

    Uważam, że polecanie zupek chińskich na portalu, skierowanym głównie do ludzi młodych jest idiotyzmem – nie posiadają one żadnych wartości odżywczych, w składzie mamy całą tablicę Mendelejewa. Może i zapychają, ale taką „paszę” trawi się kilka dni, często przypłacając to sesjami ze strony żołądka. Już lepiej wnieść ze sobą paczkę makaronu albo kuskus i sos z torebki, albo zjeść dwa batony więcej 🙂

    • wodagorylas napisał(a):

      Hej! Dzięki za opinię! Nie powiedziałbym, że polecamy tzw. zupki chińskie, a jedynie wspominamy o nich jako o jednej z alternatyw, którą – nie ma co się oszukiwać – mimo wszystko co jakiś czas wybiera się na szlaku 🙂 I właśnie warto zaznaczyć, że nie polecamy jeść ich częściej niż „od czasu do czasu”! Za to z batonami również trzeba uważać – ich skład bywa równie nieciekawy. Bardzo ważne jest więc zwrócenie uwagi na skład produktowy praktycznie wszystkiego, co kupujemy 🙂

  2. azet napisał(a):

    Jeszcze jedna mało znana opcja posiłku w górach i nie tylko. Kasza z dodatkiem np. kabanosów i soszonych warzyw. Zalewamy rano w schronisku wrzątkiem, zawijamy w polar i do plecaka. Na szczycie można zjeść prawie normalny ciepły (nie gorący) obiad. Czlowiek który sprzedał mi patent (bezrobotny górnik spotkany w Tatrach) używał zwykłego słoika. Warto poszukać czegoś z plastiku odpornego na wrzątek. Decathlon ma coś takigo w swojej ofercie. Patent wielokrotnie sprawdziłem i polecam.

  3. azet napisał(a):

    Wpisy o gotowaniu w termosie przeczytałem zaraz po moim wpisie. Wartościowy materiał, zamierzam przetestować przepisy w moim „słoiku”.
    Oto kilka spostrzeżeń w oparciu o moje doświadczenia i testy dotyczące porównania „słoika” vs termos. Oba mają cechy które są zaletą lub wadą w określonych sytuacjach.
    – termosa używam głównie do herbaty w chłodne pory roku, latem zostaje w domu.
    – testowałem termos obiadowy Esbita i gdyby nie jego waga byłoby super. Dziś spoczywa w szafie. Jest kilka razy cięższy od „słoika”
    – zwykły termos po „gotowaniu” trudno umyć w terenie a herbaty zrobionej po kaszy z mielonką nie polecam .
    – w termosie „gotuje” się szybciej i pewniej (dużo lepszą izolacja termiczna) oraz jest więcej możliwości ponieważ nie trzeba bazować na produktach szybko gotujących się. Do „słoika” szukam kasz z czasem gotowania poniżej 10 min.
    Jeśli mocujemy pod dachem i rano mamy dostęp do wrzątku to zdecydowanie lepiej wybrać niebieski słoik z plastiku.
    Jeśli wodę grzejemy sami to lepiej wypada termos jeśli przełkniemy większą wagę i herbatę z posmakiem. 🙂
    Ideał który chodzi mi po głowie to aluminiowa menażka z zakręcaną szczelnie pokrywką która wytrzyma ciśnienie po zalaniu wrzątkiem.

  4. silesiasports napisał(a):

    Dobrze, że piszesz o żywności liofilizowanej, jedzenie „z torebki” jest nierzadko lepsze i tańsze niż to, co można dostać w schroniskach. Od siebie dodam, że fajną przekąską jest suszona wołowina, którą zresztą można przygotować w domu przed wyprawą. I od biedy nada się na bulion z mięsną wkładką 🙂

  5. gucio napisał(a):

    Wszystko można podgrzać za pomocą podgrzewacza chemicznego easyandhot.
    Używane są w wojsku od wielu lat. Podgrzejesz wszystko co jest zapakowane – słoiki, doypaki nawet możesz podgrzać wodę i zalać posiłek gorącą wodą. Szybko, łatwo i ciepło.

  6. marcin napisał(a):

    Chińskim zupkom mówimy NIE. Tak samo jak wszelkiej maści batonikom Mars czy Snickers. Chińczyk zamiast dawać energię, zapycha żołądek i pochłania zasoby energetyczne na strawienie tego czegoś. Batony, ze względu na ilość cukru powodują wyrzut insuliny. Brak śniadania+duży wysiłek+baton = zjazd na miękko. Przećwiczyłem na sobie – nie polecam.
    Zamiast chińczyków – wspomniane kanapki+herbata z termosu+gorzka czekolada (60-70%)+kabanosy i można zapier()ć pod górę.

Dodaj komentarz

BizStudio-lite Theme by SketchThemes